3 klasa liceum była dla mnie zupełnie różna od pierwszej i drugiej. W tym roku czułem się lepiej niż w poprzednich. Potrafiłem się odnaleźć w wielu sytuacjach, które wcześniej były dla mnie zbyt trudne. Ten rok to także duża dawka wolności. Mniej zajęć w szkole, mniej niepotrzebnych przedmiotów, wreszcie mniej zmarnowanego czasu.
To także wzrost poczucia samodzielności i mobilności. Zamiana autobusu na samochód pozwoliła mi wiele spraw załatwić łatwiej, szybciej, samemu. Prawo jazdy i możliwość samodzielnego udania się w dowolnym kierunku o dowolnej porze z pewnością pozytywnie wpłynęły na moje usposobienie oraz stosunek do otoczenia (korzystanie z komunikacji miejskiej wprowadzało mnie często w stan niepotrzebnej i wyniszczającej frustracji).
Choć ten rok szkolny był krótki, dużo się wydarzyło. Nie nudziłem się, ciągle coś mnie zajmowało. Gdybym miał dokonać podziału, wyróżniłbym kilka etapów:
- beztroski początek
- wycieczka
- olimpiady
- studniówka
- ferie i wiosna
Tak naprawdę matura stała się dla mnie „motywem” dominującym dopiero po studniówce. Wcześniej funkcjonowałem dość beztrosko, choć nie bezcelowo.
Myślę, że taki podział czasu na etapy, z których każdy miał jakiś, choćby drobny cel pomógł mi w spokoju przeżyć ostatnie 8 miesięcy.
Zastanawiam się, na ile mój spokój wynika z dojrzewania i zdobywania doświadczenia, a w jakim stopniu jest to nieświadomość lub obojętność.
Wciąż jednak mam niedosyt i świadomość kilku straconych szans. Wiem, że mogłem i powinienem więcej, szybciej, lepiej, mądrzej. skomentuj (0)
Sito emocjonalne.
Pierwszy dzień pamiętam doskonale. Bałem się nowego. Kiedyś napisałem, że będzie ciężko, ale potem przyjdzie radość i satysfakcja. I przyszła. Wcześniej niż się spodziewałem.
29 kwietnia 2010 – ostatni dzień lekcji, po blisko 12 latach, ostatni dzwonek.
Będzie mi wszystkiego po trochu brakować. Boję się zostać sam z tą masą emocji i wspomnień. Za każdym razem gdy kończy się coś ważnego, odczuwam przez pewien czas osamotnienie i apatię. Tak jest i tym razem. Taki stan zawieszenia. Gdy skończyło się stare, a nowego nie widać.
Chciałbym tak po prostu siąść, zatrzymać się, porozmawiać, powspominać. Ale nie ma czasu. Każdy jest wyobcowany, myśli o maturze. I w sumie trudno się dziwić. Brakuje, bardzo brakuje mi czasu na podsumowanie. Chwili spokoju, wspólnej rozmowy bez stresu, bez przejmowania się. Nie da się. Nie teraz.
Żal opuszczać. Nie szkołę. Ludzi.
Prawie 3 lata. To dużo. Z pewnością zapamiętam ten czas jako czas piękny i wartościowy. Cieszę się, że mogłem poznać tak wiele wspaniałych osób. Będzie mi na pewno brakować niektórych schematów, zwyczajów, nawyków, które były nieodłącznym elementem tego okresu. Są i rzeczy, których mi brakować nie będzie, ale. Mimo wielu trudnych i gorzkich chwil lata 2007, 2008, 2009 i 2010 zapamiętam zdecydowanie pozytywnie.
Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas, na razie niekoniecznie jestem w stanie napisać coś składnego…
skomentuj (0)
Dziś mija 7 dni od katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Ostatni tydzień był inny, smutny, trudny. Żałoba narodowa chyba nigdy jeszcze nie była obchodzona w taki sposób, na taką skalę i przez tak długi czas. Wiele w tym tygodniu zostało wypowiedzianych słów mądrych, wyważonych, niewiele zaś nieprzemyślanych i obraźliwych. Oczywiście powodów ku temu jest wiele, sytuacja jest bezsprzecznie wyjątkowa. Jednak ten spokój i solidarność wśród ludzi trwający od wielu dni, a właściwie ich skala skłania do zadania sobie kilku pytań. Przede wszystkim, z czego tak naprawdę ta jedność się zrodziła? Nie ma wątpliwości, że 10 kwietnia 2010 wydarzyła się największa w historii Polski po 1989 r. tragedia w wymiarze ludzkim (w 1987 r. w katastrofie lotniczej w Lesie Kabackim zginęły 183 osoby). W jednej chwili, w jednym, w dodatku tak symbolicznym dla historii naszego narodu, miejscu śmierć poniosło 96 osób, w tym wiele znaczących osobistości świata polityki na czele z urzędującym Prezydentem RP. Warto zastanowić się jednak nad tym, jaka okoliczność tej tragedii przyczyniła się w największym stopniu do jej mitologizacji? Czas? Miejsce? Bohaterowie?
Uważam, że odnalezienie najgłębszej i najszczerszej przyczyny, dla której każdy z nas w określony sposób przeżył ostatni tydzień jest kluczem do odpowiedzi na to najważniejsze pytanie – dlaczego?
Patrząc na wszystko, co dzieje się wokół, nie potrafię nie zadawać sobie pytania – ile w tym ponadnarodowym poruszeniu jest szczerości i jak długo echa wydarzeń podsmoleńskich będą podtrzymywać wszechobecną jedność i życzliwość?
Dla mnie była to przede wszystkim śmierć 96 istnień ludzkich. Tragedia dla ich rodzin, bliskich, przyjaciół, sympatyków. Ogromne cierpienie związane z utratą bliskiego człowieka, niespodziewana i nieodwracalna pustka, smutek, żal, nagła utrata nadziei i zmiany w życiu.
Takie postrzeganie przeze mnie wydarzeń z 10 kwietnia w połączeniu z obserwacją przekazów telewizyjnych rodzi we mnie pewne wątpliwości, chwilami wręcz niesmak względem niektórych osób. Przenoszenie uczuć na płaszczyznę polityczną, czego efektem jest nagła zmiana poglądów wielu ludzi i zmiana sposobu oceny działalności zawodowej ofiar przez pryzmat ich śmierci wydaje mi się co najmniej dziwna.
Mnie żal człowieka, bo był człowiekiem, bo miał plany i marzenia, bo lubił i kochał, bo śmiał się i płakał, bo cieszył się życiem.
I bliskich, bo mieli Jego.
Czy był dobrym politykiem, żołnierzem, urzędnikiem? Nie dziś oceniać.
skomentuj (2)
Huh, nic nie paliłem od 3 tygodni. Ostatnie piwo wypiłem prawie miesiąc temu. Po części za sprawą chwilowej ogólnej niechęci do używek, po części z powodu anginy, która dopadła mnie w połowie lutego. Na szczęście wyzdrowiałem, a i niechęć do używek przeszła, zatem…
…ach jak miło znów odpalić fajkę!
Za dwa miesiące matura. Zdaję sobie z tego sprawę, chyba aż za dobrze. W ogóle mam wrażenie, że maturalna nagonka w szkole działa na niekorzyść ucznia. Zwłaszcza, jeśli jest to nagonka w stylu „jazda, jazda - zaraz matura, a tyle jeszcze do nauczenia”. Oddziałuje to, na mnie przynajmniej, wcale nie mobilizująco, ale drażniąco. Nerwowa atmosfera i panika, chcę, nie chcę, udziela się także mnie. Skutek jest taki, że zaczynam wypominać sobie różne braki. Po zebraniu tego wszystkiego do kupy, podsycany obawami otoczenia, wychodzi mi, że jestem kompletnym głąbem i nie umiem nic.
Wydaje mi się też, że taka autosugestia co do niewiedzy totalnej i to, że czuję się chwilami jak kretyn ma negatywny wpływ na moje faktyczne przygotowania i na wyniki matur próbnych. Na litość, przecież nie jesteśmy idiotami (a matura to nie doktorat)!
Z drugiej strony.
Niestety (dla niektórych „stety”) matura to w połowie (jeśli nie więcej) umiejętność rozwiązywania określonego typu testów. Wiedza jest ważna, ale pozbawiona umiejętności „maturalnego” myślenia czyt. umiejętności wpasowania się w schematy nie zaowocuje dobrym wynikiem egzaminu. Niesprawiedliwe? Zapewne. Krzywdzące? Może. Niemiarodajne? Hmm…
Martwi mnie fakt, że od około pół roku nie dostrzegam w szkole niczego wartościowego, poza możliwością utrzymywania codziennego kontaktu z ludźmi. Z lekcji nie wynoszę nic, czego nie mógłbym się nauczyć sam (co więcej, nie jest to wyłącznie moja opinia). W dodatku odnoszę wrażenie, że niektórym nauczycielom zaczął doskwierać syndrom końca roku, co w konsekwencji daje nam atmosferę, którą określiłbym tak: „trzeba, ale się nie chce”.
skomentuj (0)
…bo rzeczy i zjawiska nie zawsze są takie, jakie są. Czasem są takie, jakimi ty je widzisz.
(Z tym jednak trzeba uważać, bo potęga ludzkiego umysłu jest niepojęta. I gdy przesadzisz z wyobraźnią, tworząc sobie świat nazbyt odmienny od świata innych, może być niewesoło…)
skomentuj (1)
Możesz mówić, że nie ma co rozmyślać nad, jak to nazywasz, byle pierdołami. Możesz mówić, że myślenie i rozmowa o początkach, końcach i przełomach nie mają sensu. Możesz mówić, że rozstania, powroty i wyjazdy nie są powodem, by mówić i pisać wielkie słowa. Możesz mówić, że błahostki nie są warte tego, aby im poświęcać swój czas. Ale życie ci minie i nad niczym nie przystaniesz ani się nie zadumasz, bo wszystko uznasz za zbyt małe, zbyt błahe i zbyt oczywiste. I co to będzie oznaczać? Że całe życie jest niewarte chwili zamyślenia?
Bo cóż, jeśli nie drobnostki, buduje nasze wielkie wspomnienia?
skomentuj (0)
Shisha, telewizor, samochód… Mógłbym bez końca jeździć bez celu po mieście, palić fajkę wodną i oglądać telewizję. Słodkie lenistwo – mode on.
Mogę sobie dowoli skręcać, zawracać, cofać, wyprzedzać. Jazda samochodem sprawia mi niesamowitą frajdę. Co dziwne, nie sama
jazda jest najfajniejsza, ale poczucie, że wszystko w danej chwili zależy ode
mnie. Za kierownicą czuję się, jakby ktoś dał mi na chwilę władzę nad światem.
Jeśli to ja miałbym wybierać symbol wolności, nie byłby nim żaden gołąb ani gest victorii, a samochód na autostradzie. Zdaje sobie sprawę z tego, jak debilnie by to wyglądało, mimo to uważam, że taki obrazek dobrze oddaje ideę wolności – masz dużo swobody, ale nie jest to swoboda pozbawiona granic. Granice wyznaczają zasady i swoboda drugiego człowieka.
…ale nie będę się rozwodził na temat idei wolności – za ciepło, by poruszać poważne tematy.
Tak na marginesie – duży ruch ostatnio. Znaczy, że ktoś to czyta. Miło.
skomentuj (0)